2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Wiktoria has read 20 books toward her goal of 52 books.
hide

Sunday, November 27, 2011

Podsumowanie Nanowrimo

Jak już dużo wcześniej ogłaszałam na blogu, w tym roku chciałam po raz pierwszy wziąć udział w Nanowrimo – internetowej inicjatywie, której każdy uczestnik ma w miesiąc napisać “powieść” obejmującą dokładnie 50 000 słów. Listopad właśnie dobiega końca, więc czas na podsumowanie mojego udziału.

Tak jak przypuszczałam, nie udało mi się napisać wymaganej ilości słów. Jest jeszcze tylko parę dni listopada, a ja mam niewiele ponad 32 000. I tak jest to dużo, dużo więcej niż napisałam ostatnio, więc w pewnym sensie mogę być zadowolona, jednak szkoda, że się nie udało. Nauka na studiach okazała się dla mnie ważniejsza niż pisanie, co jest chyba zrozumiałe, zwłaszcza, że ojciec, kiedy usłyszał, że biorę udział w Nano, dziwił się, po co, jeśli nie można tam niczego wygrać ani nie dostaje się za to pieniędzy. W porównaniu ze studiami, Nano to zwykła strata czasu, chociaż ja potraktowałam je jako metodę ćwiczenia pisania po angielsku. Choć od ukończenia anglistyki cały czas czytam po angielsku, czy to książki, czy – częściej – anglojęzyczne strony internetowe, jednak od pisania w języku angielskim trochę odwykłam i niestety bardzo wyraźnie było to widać podczas pisania Nano. Często odkrywałam, że nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś słówka, które niedawno na pewno dobrze znałam. Na początku było to szczególnie frustrujące, pisałam używając chyba tylko najprostszych i najbardziej banalnych słówek, ale z czasem zaczęły mi się przypominać bardziej ambitne wyrazy Puszczam oczko Ogólnie rzecz biorąc, moje pisanie było w dużej mierze podobne do zachowania mojego małego netbooka – zaraz po włączeniu komputerek działa bardzo wolno, a po jakimś czasie już normalnie da się na nim spokojnie pracować. Kiedy zaczynałam pisać – chodzi mi tu o pojedynczą “sesję” pisania – początkowo bardzo ciężko mi się pisało, z trudem przychodziły mi do głowy właściwe słowa, ale w im dłużej pisałam – w danym ciągu – tym lepiej i szybciej mi szło. Niestety dotyczyło to pojedynczej sesji pisarskiej, i następnego dnia, gdy siadałam do pisania, musiałam się znowu “rozkręcić.” Może jest to jedna z przyczyn, dla której nie udało mi się napisać wyznaczonego limitu słów? Szczerze mówiąc, najlepiej pisało mi się, jeśli mogłam poświęcić jednocześnie dużo czasu na pisanie, a dużo gorzej w krótkich przerwach między zajęciami. Chociaż raz udało mi się pisać na wykładzie i podczas dłuższej przerwy, generalnie zajęcia na studiach i późniejsza nauka w domu były dla mnie priorytetem, co zazwyczaj kończyło się tak, że na pisanie miałam tylko trochę czasu wieczorem. Było też kilka dni, kiedy nie napisałam ani słowa, zwłaszcza kiedy zbliżały się kolokwia. Najwięcej jednak czasu, który mógł być przeznaczony na pisanie, pożarł mi groźny smok Gramatyk. Bestia to straszliwa, dwa łby ogromne szczerzą straszne zębiska, jeden łeb gramatyką praktyczną się zowie, a drugi, straszniejszy, opisową. Tenże to smok w pisaniu najbardziej mi przeszkodził Puszczam oczko A tak na poważnie, to rzeczywiście dużo czasu muszę poświęcać na studia, szczerze mówiąc wcześniej nie uczyłam się za dużo niemieckiego, i okazuje się, że mam duże braki, zwłaszcza gramatyczne. Stąd właśnie agresja smoka Gramatyka Puszczam oczko Często po zajęciach byłam zbyt zmęczona intelektualnymi rozgrywkami z niemieckim, aby być jeszcze twórczą Puszczam oczko Wydaje mi się, że jeszcze inną przyczyną porażki może być fakt, że w dużej mierze “poszłam na żywioł.” Co prawda przez wakacje wymyślałam i zapisywałam różne pomysły na opowiadania, ale w praktyce okazało się, że są one zbyt ogólne, aby na ich podstawie coś napisać, często w trakcie pisania nie wiedziałam, co dalej zrobić z bohaterami, co oczywiście opóźniało proces tfurczy. Jednak, podsumowując, główną przyczyną nieukończenia Nanowrimo jest to, że miałam – i mam – po prostu inne priorytety, a Nano było gdzieś tam na końcu w hierarchii ważności, jako coś, co robiłam, gdy pilniejsze rzeczy były już wykonane.

Mimo, że nie wygrałam, warto było wziąć udział w Nanowrimo. Dowiedziałam się dzięki niemu wiele o sobie. Na przykład to, że jednak nie będę pisarką – takie naiwne marzenie z dzieciństwa, które do tej pory jeszcze się mnie trzymało Puszczam oczko Po prostu dzięki Nano już wiem, że to nie dla mnie. Wolę jednak zająć się czymś, co przynosi bardziej wymierne korzyści, jak nauka języków obcych. Zresztą jak pisałam, miałam trochę wyrzutów sumienia, że marnuję czas na głupoty, a mogłabym się wtedy uczyć lub robić inną pożyteczną rzecz. Z drugiej jednak strony, pisanie dawało mi takie niesamowite poczucie wolności – to znaczy w w chwilach, kiedy pisało mi się w miarę płynnie i lekko. Zrozumiałam też, że jeżeli czegoś szybko nie zrobię, znajomość języka Szekspira wymknie mi się… po angielsku. Mimo że Nano się kończy i nie uda mi się dobrnąć do 50 000 (może byłoby to możliwe, gdybym do końca listopada opuściła zajęcia i spędziła ten czas siedząc w domu i pisząc, ale od poniedziałku do środy mam co dzień inne kolokwium i raczej takie rozwiązanie nie wchodzi w grę), powinnam kontynuować pisanie po angielsku jako metodę ćwiczenia tego języka. Może spróbuję wziąć udział w akcji 750 words? W każdym razie, muszę pisać po angielsku, bo inaczej będzie źle!

Najciekawszy wniosek z Nanowrimo zachowałam na koniec tego wpisu. Ponieważ każdą chwilę wolnego czasu, którego niestety nie mam zbyt wiele, wykorzystywałam na pisanie czy też zastanawianie się nad dalszymi losami bohaterów, na czas Nano zrezygnowałam z czytania książek, które nie miały bezpośredniego związku ze studiami. I muszę przyznać, że bardzo brakowało mi czytania. Właściwie cieszę się, że listopad już się kończy, bo będę mogła nareszcie wrócić do niedokończonych lektur Uśmiech Chyba jednak wolę czytać niż pisać. Dlatego kończę ten wpis tradycyjnym zawołaniem:

Do poczytania!

Friday, November 4, 2011

Czwarty dzień Nanowrimo

Już czwarty dzień... Dzisiaj było dużo lepiej niż w poprzednie trzy, dużo łatwiej mi się pisało, przypominały mi się bardziej ambitne angielskie słówka, po prostu wiedziałam, o czym chcę pisać i nie wystukiwałam byle jakich słów, aby tylko "wyrobić normę." Czyżby Muz wrócił? Oby, bo bardzo mi go brakowało...

Tuesday, November 1, 2011

Nanowrimo!



Pierwszy dzień Nanowrimo za mną. Dzięki temu, że jest wolne, udało mi się nieco przekroczyć dzienną normę, ale niestety nie napisałam tyle, aby wystarczyło za dwa dni. Pojutrze mam gramatykę opisową i muszę się sporo pouczyć, więc jutro pewnie nic nie napiszę. A z kolei w przyszłym tygodniu prawie codziennie jest jakieś kolokwium, trzeba będzie się też pouczyć w weekend i w ten oto sposób mam z głowy cały tydzień Nanowrimo. Szkoda! Wydaje mi się, że napisanie wymaganych 50 000 słów to mission impossible; na razie napisałam chyba większą część opowiadania o magicznej księdze, więc chociaż tyle udało mi się osiągnąć. Piszę po angielsku, postanowiłam sobie, że Nanowrimo będzie dla mnie również ćwiczeniem tego ulubionego języka. Niestety widać, że dawno nie pisałam po angielsku... Brakuje mi słówek, ciągle pojawia mi się copula verb "to be"... Powinnam chyba zacząć pisać po angielsku regularnie, i na szczęście Nanowrimo mnie do tego zmobilizuje :) Świetnie, że jest coś takiego :)

Do poczytania!

Monday, October 31, 2011

Pierwsza niemiecka książeczka

Dzisiaj przeczytałam pierwszą w życiu książeczkę po niemiecku! Co prawda była to króciutka książeczka napisana z użyciem tylko najprostszego słownictwa, przeznaczona dla uczących się języka, ale zawsze to coś :) Pierwsze koty za płoty. Może dalej pójdzie mi już lepiej, jeśli chodzi o moje zmagania z niemieckim, które często opisuję na tym blogu. Co prawda po angielsku właściwie nie czytałam książeczek z prostym słownictwem, od razu zabrałam się za oryginalne wersje, ale chyba tylko dlatego, że zaczęłam czytać literaturę po angielsku dopiero wtedy, gdy już dosyć dobrze znałam ten piękny język. Z niemieckim jest dużo inaczej, faza "znam dobrze ten język" wydaje się nigdy nie nadejść, więc nie zwlekam i sięgam po uproszczone lekturki. Książeczka zowie się Detektiv Wider Willen i jak sam tytuł wskazuje, mówi o przygodach młodocianego detektywa. Więcej nie powiem, bo spoilery w przypadku tego typu książek są szczególnie niewskazane ;) Mogę tylko ujawnić, że nastolatkowi udaje się rozwiązać zagadkę kryminalną; zresztą jakżeby mogłoby być inaczej? Kryminał powinien kończyć się wyjaśnieniem łamigłówki; samo czytanie w obcym języku przypomina pracę detektywa, więc wydaje mi się, że wybór akurat tego gatunku do książeczki uczącej języka jest trafny :) W każdym razie, warto spróbować również tej metody nauki. Jest z pewnością ciekawsza od lektury podręcznika gramatyki opisowej ;)

Do poczytania!

Sunday, October 30, 2011

Niedzielny kącik szekspirowski

 

Dzisiaj na blogu znowu pojawi się twórczość Szekspira. Od jakiegoś czasu dominowała poezja autorów niemieckojęzycznych, jednak postanowiłam powrócić do ulubionego Williama. Sięgnę przede wszystkim do jego dzieł, które analizowałam w pracy magisterskiej.

Na blogu pojawiło się już pożegnanie Puka ze Snu nocy letniej z widownią; dzisiaj będzie o pożegnalnych mowach, jakie wygłasza Prospero – czarodziej z Burzy.  Ta ostatnia sztuka napisana przez Szekspira jest przez niektórych uważana za jego osobiste pożegnanie ze sceną i dramatopisarstwem; szczególnie dotyczy to właśnie wspominanych wypowiedzi Prospera. Czasami postać czarodzieja jest wręcz utożsamiana z samym Szekspirem.

Spójrzmy na dwa fragmenty. W pierwszym, zaczerpniętym ze sceny 1 Aktu V, Prospero rozstaje się ze swoją czarodziejską mocą i wygłasza jakby mowę pożegnalną do służących mu do tej pory duchów i elfów. Opisywane w tej wypowiedzi czary Prospera nawiązują do wydarzeń przedstawionych w wielu utworach Szekspira. Ale najlepiej będzie oddać głos samemu czarodziejowi, który przemówi najpierw angielskim oryginałem (ze strony Open Source Shakespeare), a następnie polskim tłumaczeniem (Polska Biblioteka Internetowa). Posłuchajmy:

Prospero. Ye elves of hills, brooks, standing lakes and groves,
And ye that on the sands with printless foot
Do chase the ebbing Neptune and do fly him
When he comes back; you demi-puppets that
By moonshine do the green sour ringlets make,
Whereof the ewe not bites, and you whose pastime
Is to make midnight mushrooms, that rejoice
To hear the solemn curfew; by whose aid,
Weak masters though ye be, I have bedimm'd
The noontide sun, call'd forth the mutinous winds,
And 'twixt the green sea and the azured vault
Set roaring war: to the dread rattling thunder
Have I given fire and rifted Jove's stout oak
With his own bolt; the strong-based promontory
Have I made shake and by the spurs pluck'd up
The pine and cedar: graves at my command
Have waked their sleepers, oped, and let 'em forth
By my so potent art. But this rough magic
I here abjure, and, when I have required
Some heavenly music, which even now I do,
To work mine end upon their senses that
This airy charm is for, I'll break my staff,
Bury it certain fathoms in the earth,
And deeper than did ever plummet sound
I'll drown my book.

 

PROSPERO.

Sylfy pagórków, strug, jezior i gajów

I wy, co śladów niezostawiającą

Stopą, ścigacie po morskich wybrzeżach

Neptuna, kiedy odpływa, a kiedy

Wraca, pierzchacie; drobne półistotki,

Co przy promieniu księżyca tworzycie

Zielone krążki, kwaśne w smaku, których

Owce gryść nie chcą, albo grzybki nocne;

Co się odgłosem wieczornego dzwonka

Rozkoszujecie; przy pomocy których,

Lubo tak wątłych, zaćmiewałem słońce

W samo południe, rozpasane wichry

Wywoływałem, znaglałem do walki

Zielone morze z lazurowym stropem,

Straszliwe grzmoty uzbrajałem ogniem,

I Jowiszowe dęby własnem jego

Berłem kruszyłem, wstrząsałem warownie

Posady lądu i wykorzeniałem'

Sosny i cedry; coście byli świadkiem,

Jak na mój rozkaz groby przebudzały

Uśpionych swoich mieszkańców,

I za mą sprawą, stanąwszy otworem,

Z łona ich swego puszczały; — wam wszystkim

Wiadomo czynię, że się odtąd zrzekam

Tego ciemnego potężnego kunsztu;

I gdy zawezwę muzyki niebieskiej,

Co wnet nastąpi, celem sprostowania

Ich zmysłów, tak jak pragnę, a do czego

Ma mi dopomódz ta magja powietrzna,

To złamię laskę, zakopię ją w ziemi

Na kilka sążni głęboko i głębiej

Niż ołowianka kiedybądź dosięgła:

Zakopię moją księgę.

Teraz zerknijmy na epilog dramatu. Jest on jakże różny od epilogu wygłoszonego przez Puka – z poczuciem humoru i nieco nawet zadziornego. Ostatnie słowa sztuki Burza – i jednocześnie ostatnie słowa w twórczości Szekspira – mają zupełnie inny charakter. Puk występował w swym monologu w podwójnej roli – jako postać z dramatu i grający ją aktor. Tymczasem do widzów Burzy przemawia nie odtwórca roli Prospera, ale sam Prospero. Nie jest już potężnym magiem – odrzucił swoją magię, jak wiemy z cytatu przedstawionego przed chwilą. Zamiast tego stał się zmęczonym życiem człowiekiem, bliskim kresu swojego życia. Prospero zwraca się bezpośrednio do widzów, błagając ich o wyrozumiałość i przebaczenie, zdając się całkowicie na ich łaskę. Choć tak jak i Pukowi, chodzi tutaj o aplauz, prośba o brawa wyrażona jest za pomocą zwrotów związanych z religią. Końcowy dwuwiersz, w którym Prospero namawia widzów do przebaczenia jemu, skoro publiczność chce, aby jej występki zostały wybaczone, kojarzy się nieco ze spowiedzią. Ale najlepiej niech każdy czytelnik sam dojdzie do własnych wniosków na podstawie lektury. Przejdźmy do omawianego fragmentu, który pochodzi, tak jak poprzedni, kolejno ze stron: Open Source Shakespeare i Polskiej Biblioteki Internetowej.

Prospero. Now my charms are all o'erthrown,
And what strength I have's mine own,
Which is most faint: now, 'tis true,
I must be here confined by you,
Or sent to Naples. Let me not,
Since I have my dukedom got
And pardon'd the deceiver, dwell
In this bare island by your spell;
But release me from my bands
With the help of your good hands:
Gentle breath of yours my sails
Must fill, or else my project fails,
Which was to please. Now I want
Spirits to enforce, art to enchant,
And my ending is despair,
Unless I be relieved by prayer,
Which pierces so that it assaults
Mercy itself and frees all faults.
As you from crimes would pardon'd be,
Let your indulgence set me free.

 

EPILOG,

KTÓRYM PROSPERO RZECZ ZAMYKA

Już czary moje moc straciły;

Posiadam tylko własne siły,

A te są, wątłe: próźnobym

Chcąc ztąd odpłynąć, ufał im,

Jeżeli wy mnie nie wesprzecie.

Gdym księztwo me odzyskał przecie,

I syna wroga nazwał zięciem,

Nie chciejcież wy mię swem zaklęciem

Do pustej wyspy tej przykuwać,

I od mej właści mię usuwać;

Lecz więzów mych przerwijcie ciąg

Pomocą swych łaskawych rąk.

Na niczem spełzną me nadzieje,

Jeźli z ust waszych nie zawieje

Przyjazne tchnienie w żagiel mój:

Bo sztuki mej już wyszedł zdrój,

I z światem duchów nić zerwałem.

Rozpaczby była mym udziałem,

Gdyby serc waszych nie przebodły

Usilne, korne moje modły,

Których wpływ samo niebo skłania

Do względów i do przebaczania.

Chcecie być rozgrzeszeni sami,

Bądźcie i dla mnie rozgrześcami.

Mam nadzieję, że czytelnicy bloga nie ograniczą się do lektury zamieszczonych tu fragmentów Burzy, ale sięgną po całość tej niezwykłej, a chyba mało znanej sztuki Williama Szekspira. Przekład polski można znaleźć na stronie Polskiej Biblioteki Internetowej – Burza znajduje się w zbiorze Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira). T. 3, Komedye jako pierwszy utwór w tym tomie. Nowszych tłumaczeń poszukajcie w bibliotekach czy księgarniach, a jeśli ktoś zna dobrze angielski, zachęcam do przeczytania oryginału.

Do poczytania!