2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Wiktoria has read 20 books toward her goal of 52 books.
hide

Sunday, April 8, 2012

Wielkanoc

 

Dziś Wielkanoc, Zmartwychwstanie Chrystusa, najważniejsze święto chrześcijańskie. Z tej okazji życzę wszystkim czytelnikom bloga prawdziwej radości, płynącej z tego wydarzenia, miłości, która jest w życiu najważniejsza i aby te Święta minęły Wam w pogodnej atmosferze, w otoczeniu tych, których najbardziej kochacie.

Z Wielkanocą nieodmiennie kojarzy mi się jeden z wiersz zawartych we Władcy Pierścieni Tolkiena. Chociaż odnosi się bezpośrednio do zwycięstwa nad Sauronem z powieści, a król wymieniony w wierszu to Aragorn, czytając utwór można również skojarzyć go z wydarzeniami Wielkiejnocy. Przynajmniej mi nasuwa się takie skojarzenie, ale chyba nie tylko, bo pamiętam, że czytałam ten wiersz również na stronie Elendilionu właśnie w kontekście Wielkanocy. Abstrahując od tematyki Władcy i miejsca w tej opowieści, jaką zajmuje ten wiersz, ogólnie rzecz biorąc opisuje on zwycięstwo dobra nad złem, bitwę, w której zło zostało ostatecznie pokonane. Najlepiej będzie chyba zacytować fragment owego utworu:

Sing now, ye people of the Tower of Anor,

for the Realm of Sauron is ended for ever,

and the Black Tower is thrown down.

Sing and rejoice, ye people of the Tower of Guard,

for your watch hath not been in vain,

and the Black Gate is broken,

and your king hath passed through,

and he is victorious.

Cytat za: Tolkien, JRR. 2003. The Lord of the Rings. London: Harper Collins Publishers

Tolkien, jak wiadomo z wielu jego biografii, był wierzącym katolikiem i trudno się dziwić, że wyznawana religia znalazła odbicie również w jego twórczości. W opisywanym wcześniej na blogu zbiorze esejów Drzewo i liść oraz Mythopoeia, a dokładnie w wykładzie O baśniach, Tolkien nawiązuje bezpośrednio do Wielkanocy i Zmartwychwstania, wyjaśniając, czym jest eukatastrophe, którą powinna zawierać każda dobra opowieść. Jako przykład takiej właśnie opowieści, pięknej i jednocześnie, w odróżnieniu od innych, prawdziwej, podaje Ewangelię. Oto, co Tolkien napisał na temat Zmartwychwstania:

Pragnienia i aspiracje twórcze wypełniły się jako Stworzenie; narodziny Chrystusa to eukatastrophe historii człowieka; Zmartwychwstanie zaś – eukatastrophe historii Wcielenia. Opowieść zaczyna się i kończy radością.

Cytat za: Tolkien, JRR. 1994. Drzewo i liść oraz Mythopoeia. tł: Kokot, J. Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Takiej właśnie radości z chrześcijańskiej eukatastrophe Wam wszystkim życzę Uśmiech

Tuesday, January 31, 2012

O baśniach

 

W tym roku postanowiłam przeczytać wszystkie dzieła Tolkiena z lokalnej biblioteki, których jeszcze nie znam. Korzystając z ferii, sięgnęłam po niewielką, lecz wartościową książeczkę pt. Drzewo i liść. Zbiór, złożony z trzech utworów: eseju, opowiadania i poematu, otwiera artykuł-wykład Tolkiena O baśniach (On fairy-stories). 

Na temat tego niezwykłego, na tle dorobku literackiego Tolkiena, dzieła powstało zapewne wiele wartościowych opracowań. Polecam zapoznać się z wykładami Coreya Olsena, znanego w świecie internetowym jako Tolkien Professor. Olsen określa ten właśnie artykuł jako  tekst najbardziej zbliżony do artystycznego, literackiego programu,  jaki Tolkien kiedykolwiek napisał. Z tego właśnie eseju pochodzi znane tolkienistom pojęcie eucatastrophe, niespodziewanego, szczęśliwego zakończenia beznadziejnej sytuacji, które daje niezwykłą, niemal nadprzyrodzoną Radość, odpowiedź na najgłębsze pragnienia człowieka.

Esej mógłby również nazywać się Obrona baśni (The Defence of fairy-stories), bo Tolkien odpiera zarzuty, jakie baśniom – i literaturze fantasy – stawiają tzw. poważni krytycy. Pisarz walczy z niesłuszną i nieuzasadnioną deprecjacją baśni i wykazuje błędy, jakie popełniono, zsyłając ten rodzaj literatury do dziecięcych pokoi. Tolkien stopniuje swoją argumentację, największe działa – wspomnianą już eucatastrophe – zachowując na sam koniec eseju. Artykuł wyjaśnia poglądy Profesora na temat literatury, ale również pomaga zrozumieć jego proces twórczy podczas pisania Władcy, oraz cel, jaki mu przyświecał. Dlatego też każdy miłośnik Tolkiena powinien koniecznie przeczytać O baśniach. Oprócz rozważań na temat fantazji w dzieło wplecione są uwagi Tolkiena o współczesnym mu społeczeństwie – wiele z nich jest nadal aktualnych i trafnych. W oczy rzuca się też wyjątkowa skromność Tolkiena – ten wykształcony profesor w wielu miejscach podkreśla swoją “niewiedzę” na ten czy ów temat; postawa szczególnie godna naśladowania obecnie, gdy wielu ludzi mieni się autorytetami i znawcami “od wszystkiego.” W swoim wykładzie Tolkien nawiązuje również do innych twórców, najczęściej powtarzają się nazwiska George’a MacDonalda i Chestertona – na pewno obaj znajdą się na mojej liście lektur Uśmiech

Najtrudniej jest mi pisać o książkach, które wywarły na mnie wielkie wrażenie i zachwyciły. Tak jest również w przypadku tego utworu Tolkiena. Podczas lektury zaznaczyłam wiele pięknych cytatów, ale na zakończenie przedstawię ten pochodzący z początku książki:

Nie sposób bowiem pochwycić Królestwa Czarów w sieć słów; jedną z jego właściwości jest to, że nie da się go opisać, choć na pewno można go doświadczyć.

Cytat za:Tolkien, JRR. 1994. Drzewo i liść oraz Mythopoeia. tł: Kokot, J. Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.

To jest właśnie uczucie, które towarzyszy mi podczas lektury książek Profesora. Można więc powiedzieć, że Tolkien osiągnął sukces, bo udało mu się świetnie zrealizować własny program literacki Uśmiech A ponieważ brakuje mi słów, drogi Czytelniku, najlepiej zrobisz, jeśli zamiast czytać tego bloga, weźmiesz się do lektury O baśniach, do czego serdecznie zachęcam.

Do poczytania!

Monday, January 30, 2012

Parma Endorion

Parma Endorion. Essays on Middle-Earth to tytuł darmowego e-booka autorstwa Michaela Martineza. Nie podam konkretnego linku, skąd można go ściągnąć, bo wystarczy wpisać w wyszukiwarkę tytuł książki, aby dotrzeć do takich stron. Warta uwagi jest zwłaszcza strona samego autora, na której pisze o na temat naukowej tolkienistyki. Martinez jest badaczem Tolkiena, poza e-bookiem wydał dwie książki poświęcone tolkienistyce: Understanding Middle-Earth i Visualising Middle-Earth (które nie są już dostępne do darmowego ściągania).

Parma Endorion powstała na bazie esejów o tematyce tolkienowskiej, które początkowo pojawiały się na stronie internetowej autora.  Jest to również jego pierwsza książka o Śródziemiu, i niestety to widać podczas czytania. Poziom książki jest nierówny. Początkowe rozdziały napisane są w dosyć drętwym, encyklopedycznym stylu. Jednak warto je przeczytać, gdyż są świetnym źródłem faktów na temat świata wymyślonego przez angielskiego profesora. Przydadzą się zwłaszcza osobom, które wracają do Śródziemia po długiej przerwie – w jednym miejscu znajdą oni skondensowane informacje o wszystkich ludach Śródziemia i ich dziejach. W późniejszych rozdziałach, szczególnie tym poświęconym orkom, zajęciom elfów w Amanie i życiu leśnych ludzi, styl pisania zmienia się zupełnie. Rozdziały te są napisane nieformalnym językiem, całkowicie różnym od tego stosowanego na początku książki, i zawierają sporo humoru. Przypominają bardziej dowcipne wpisy na forum czy blogu, a co za tym idzie, niezbyt pasują do reszty książki, wydaje się, że trafiły tu tylko dzięki temu, że poruszają tematykę Śródziemia.

Warto sięgnąć po e-booka zwłaszcza dla rozdziału poświęconego Rohirrimom. Wyróżnia się on pozytywnie na tle pozostałych, najbardziej przypominając naukowy esej czy artykuł. Martinez przeciwstawia się w niej opinii, jakoby tolkienowscy Rohirrimowie byli ludem wzorowanym na plemionach Anglów i Sasów, powołując się przy tym na list Tolkiena. Analizując zwyczaje Rohirrimów opisane we Władcy Pierścieni i porównując je z rzeczywistymi, historycznymi ludami Anglosasów, dochodzi do wniosku, że tolkienowskie plemię oparte jest raczej na literackim obrazie ludów Północy i nie zawiera specyficznie anglosaskich elementów, lecz te, które ogólnie były wspólne dla tego kręgu kulturowego. Warto osobiście zapoznać się z artykułem, szczególnie, że Martinez – w chwili powstawania eseju początkujący badacz Tolkiena – odważył się polemizować z samym Tomem Shippeyem. Uśmiech Inny ciekawy, choć dużo krótszy esej, dotyczy ślubnych i weselnych zwyczajów Eldarów. Interesująca jest również wycieczka po cudach Śródziemia, w którą zabiera nas autor, przy okazji starając się wyjaśnić tajemnice, jakie skrywają odwiedzane miejsca. Nie zawsze udaje się dotrzeć do pewnych, niepodważalnych danych, ale same poszukiwania są inspirujące, i choć książka stawia więcej pytań niż udziela odpowiedzi, czas przeznaczony na jej lekturę nie był czasem straconym. Wartościowe jest to, że autor posługuje się cytatami z Historii Śródziemia (HoME) lub też streszcza informacje z niektórych tomów. Jeśli więc, drogi Czytelniku, nie masz dostępu do cyklu HoME, dzięki książce Parma Endorion będziesz mógł poznać chociaż jego fragmenty.

 

Do poczytania!

Sunday, January 29, 2012

Ferie z blogiem?

Po bardzo długiej przerwie w pisaniu bloga planuję wykorzystać ferie do maksimum i postarać się przywrócić dawną częstotliwość powstawania wpisów. Na razie mam pomysł na jedną recenzję, właściwie częściowo jest już napisana ;) a potem zobaczymy... Na pewno nie zabraknie mi książek, bo na szczęście przed atakiem zimy zaopatrzyłam się w liczne tomy, które będę teraz studiować w oblężonej przez Białą Wiedźmę wieży :)

Do poczytania! Mam nadzieję, że przerwa w prowadzeniu bloga nie spowodowała, że oduczyłam się pisać ;) Przekonamy się o tym już jutro.

Saturday, December 24, 2011

Boże Narodzenie…

 

Dziś Wigilia Bożego Narodzenia, tak ważna szczególnie w polskiej tradycji. Przyszła mi na myśl taka może trochę nietypowa refleksja…

Boże Narodzenie… czyli urodziny Boga, urodziny Jezusa. Zazwyczaj na urodziny solenizant dostaje prezenty. Co podarujemy Dzieciątku Jezus? Bogu, który podarował nam Samego Siebie…

Na koniec dzisiejszego wpisu jeszcze link do mojej ulubionej, góralskiej kolędy. Jedno z najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa to właśnie ta kolęda pięknie śpiewana przez Mamę. Tutaj w innym wykonaniu.

Błogosławionych Świąt! Blessed Christmas to all of you!

Friday, December 23, 2011

Wesołych Świąt!

 

Zdjęcie406

Wszystkim czytelnikom bloga życzę radosnych świąt Bożego Narodzenia, niezapomnianych, miłych chwil w gronie najbliższych i góry książek pod choinką.

Sunday, November 27, 2011

Podsumowanie Nanowrimo

Jak już dużo wcześniej ogłaszałam na blogu, w tym roku chciałam po raz pierwszy wziąć udział w Nanowrimo – internetowej inicjatywie, której każdy uczestnik ma w miesiąc napisać “powieść” obejmującą dokładnie 50 000 słów. Listopad właśnie dobiega końca, więc czas na podsumowanie mojego udziału.

Tak jak przypuszczałam, nie udało mi się napisać wymaganej ilości słów. Jest jeszcze tylko parę dni listopada, a ja mam niewiele ponad 32 000. I tak jest to dużo, dużo więcej niż napisałam ostatnio, więc w pewnym sensie mogę być zadowolona, jednak szkoda, że się nie udało. Nauka na studiach okazała się dla mnie ważniejsza niż pisanie, co jest chyba zrozumiałe, zwłaszcza, że ojciec, kiedy usłyszał, że biorę udział w Nano, dziwił się, po co, jeśli nie można tam niczego wygrać ani nie dostaje się za to pieniędzy. W porównaniu ze studiami, Nano to zwykła strata czasu, chociaż ja potraktowałam je jako metodę ćwiczenia pisania po angielsku. Choć od ukończenia anglistyki cały czas czytam po angielsku, czy to książki, czy – częściej – anglojęzyczne strony internetowe, jednak od pisania w języku angielskim trochę odwykłam i niestety bardzo wyraźnie było to widać podczas pisania Nano. Często odkrywałam, że nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś słówka, które niedawno na pewno dobrze znałam. Na początku było to szczególnie frustrujące, pisałam używając chyba tylko najprostszych i najbardziej banalnych słówek, ale z czasem zaczęły mi się przypominać bardziej ambitne wyrazy Puszczam oczko Ogólnie rzecz biorąc, moje pisanie było w dużej mierze podobne do zachowania mojego małego netbooka – zaraz po włączeniu komputerek działa bardzo wolno, a po jakimś czasie już normalnie da się na nim spokojnie pracować. Kiedy zaczynałam pisać – chodzi mi tu o pojedynczą “sesję” pisania – początkowo bardzo ciężko mi się pisało, z trudem przychodziły mi do głowy właściwe słowa, ale w im dłużej pisałam – w danym ciągu – tym lepiej i szybciej mi szło. Niestety dotyczyło to pojedynczej sesji pisarskiej, i następnego dnia, gdy siadałam do pisania, musiałam się znowu “rozkręcić.” Może jest to jedna z przyczyn, dla której nie udało mi się napisać wyznaczonego limitu słów? Szczerze mówiąc, najlepiej pisało mi się, jeśli mogłam poświęcić jednocześnie dużo czasu na pisanie, a dużo gorzej w krótkich przerwach między zajęciami. Chociaż raz udało mi się pisać na wykładzie i podczas dłuższej przerwy, generalnie zajęcia na studiach i późniejsza nauka w domu były dla mnie priorytetem, co zazwyczaj kończyło się tak, że na pisanie miałam tylko trochę czasu wieczorem. Było też kilka dni, kiedy nie napisałam ani słowa, zwłaszcza kiedy zbliżały się kolokwia. Najwięcej jednak czasu, który mógł być przeznaczony na pisanie, pożarł mi groźny smok Gramatyk. Bestia to straszliwa, dwa łby ogromne szczerzą straszne zębiska, jeden łeb gramatyką praktyczną się zowie, a drugi, straszniejszy, opisową. Tenże to smok w pisaniu najbardziej mi przeszkodził Puszczam oczko A tak na poważnie, to rzeczywiście dużo czasu muszę poświęcać na studia, szczerze mówiąc wcześniej nie uczyłam się za dużo niemieckiego, i okazuje się, że mam duże braki, zwłaszcza gramatyczne. Stąd właśnie agresja smoka Gramatyka Puszczam oczko Często po zajęciach byłam zbyt zmęczona intelektualnymi rozgrywkami z niemieckim, aby być jeszcze twórczą Puszczam oczko Wydaje mi się, że jeszcze inną przyczyną porażki może być fakt, że w dużej mierze “poszłam na żywioł.” Co prawda przez wakacje wymyślałam i zapisywałam różne pomysły na opowiadania, ale w praktyce okazało się, że są one zbyt ogólne, aby na ich podstawie coś napisać, często w trakcie pisania nie wiedziałam, co dalej zrobić z bohaterami, co oczywiście opóźniało proces tfurczy. Jednak, podsumowując, główną przyczyną nieukończenia Nanowrimo jest to, że miałam – i mam – po prostu inne priorytety, a Nano było gdzieś tam na końcu w hierarchii ważności, jako coś, co robiłam, gdy pilniejsze rzeczy były już wykonane.

Mimo, że nie wygrałam, warto było wziąć udział w Nanowrimo. Dowiedziałam się dzięki niemu wiele o sobie. Na przykład to, że jednak nie będę pisarką – takie naiwne marzenie z dzieciństwa, które do tej pory jeszcze się mnie trzymało Puszczam oczko Po prostu dzięki Nano już wiem, że to nie dla mnie. Wolę jednak zająć się czymś, co przynosi bardziej wymierne korzyści, jak nauka języków obcych. Zresztą jak pisałam, miałam trochę wyrzutów sumienia, że marnuję czas na głupoty, a mogłabym się wtedy uczyć lub robić inną pożyteczną rzecz. Z drugiej jednak strony, pisanie dawało mi takie niesamowite poczucie wolności – to znaczy w w chwilach, kiedy pisało mi się w miarę płynnie i lekko. Zrozumiałam też, że jeżeli czegoś szybko nie zrobię, znajomość języka Szekspira wymknie mi się… po angielsku. Mimo że Nano się kończy i nie uda mi się dobrnąć do 50 000 (może byłoby to możliwe, gdybym do końca listopada opuściła zajęcia i spędziła ten czas siedząc w domu i pisząc, ale od poniedziałku do środy mam co dzień inne kolokwium i raczej takie rozwiązanie nie wchodzi w grę), powinnam kontynuować pisanie po angielsku jako metodę ćwiczenia tego języka. Może spróbuję wziąć udział w akcji 750 words? W każdym razie, muszę pisać po angielsku, bo inaczej będzie źle!

Najciekawszy wniosek z Nanowrimo zachowałam na koniec tego wpisu. Ponieważ każdą chwilę wolnego czasu, którego niestety nie mam zbyt wiele, wykorzystywałam na pisanie czy też zastanawianie się nad dalszymi losami bohaterów, na czas Nano zrezygnowałam z czytania książek, które nie miały bezpośredniego związku ze studiami. I muszę przyznać, że bardzo brakowało mi czytania. Właściwie cieszę się, że listopad już się kończy, bo będę mogła nareszcie wrócić do niedokończonych lektur Uśmiech Chyba jednak wolę czytać niż pisać. Dlatego kończę ten wpis tradycyjnym zawołaniem:

Do poczytania!