2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Wiktoria has read 20 books toward her goal of 52 books.
hide

Friday, October 7, 2011

Dalej o Doctorowie

Niestety, w dalszym ciągu choruję, ale co gorsza zaczęło mi się lać z nosa i oczu - i to dosłownie - co nie sprzyja czytaniu, ani tym bardziej pisaniu. Przeczytałam trochę esejów Doctorowa z książki Context, niektóre z nich były interesujące, ale potem zaczęły się pojawiać artykuły opisujące głównie różne rozwiązania biznesowe wymyślone przez autora, związane głównie z jego bardzo krytyczną opinią na temat obecnego systemu praw autorskich. Wszyscy, którzy przeczytali jakąś inną książkę Doctorowa, doskonale wiedzą, jakie są poglądy tego pana na tą właśnie kwestię. Wcześniej czytałam już zbiór opowiadań Doctorowa A Place So Foreign And Eight More oraz jego pierwszy zbiór esejów Content. Może dlatego artykuły zebrane w tomie Context są dla mnie nudne, bo po prostu powtarzają to, co już wcześniej przeczytałam u Doctorowa? Jednak jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnych utworów tego autora, to jeśli chodzi o eseje, radzę zacząć raczej od wcześniejszego Content. Wśród komentarzy na Goodreads można przeczytać m.in. że najnowszemu zbiorkowi esejów brakuje jednego tematu przewodniego, co sprawia, że poszczególne artykuły łączy niewiele ponad to, że znalazły się w jednym tomie, a całość jest chaotyczna. Choć nie skończyłam jeszcze książki, wydaje mi się, że opinia jest trafna. Parę artykułów było dosyć ciekawych, jednak przez większość przebijałam się tylko dlatego, żeby dać książce szansę. Może do końca jakość artykułów się poprawi i więcej będzie tych wciągających. Ogólnie rzecz biorąc to lekka lektura, w sam raz na chorobę, kiedy nie czyta się raczej arcydzieł ani utworów, z których chce się jak najwięcej zapamiętać. A zawsze to jakiś sposób na kontakt z językiem angielskim. A ponieważ książkę można pobrać za darmo ze strony autora, nic nie ryzykujemy, jeśli się nie spodoba, możemy ją po prostu wykasować.

Na zakończenie zupełna zmiana tematu; link do zbioru artykułów o świecie Lodu i Ognia GRR Martina. Choć hasło rodu Starków mówi o zimie, czytałam pierwszą część cyklu w samym środku upalnego lata, i seria kojarzy mi się z tą ciepłą porą roku. Artykuły są po angielsku i zawierają sporo spoilerów; mnie to nie przeszkadza, nie wiem, kiedy uda mi się dotrzeć do drugiego tomu, więc nawet cieszę się, że już teraz mogę poznać dalsze losy bohaterów. Jeśli ktoś też jest spragniony takiej wiedzy, zapraszam do czytania.Link

Thursday, October 6, 2011

Stosik, nie stosik

Pochorowałam się, więc dziś tylko krótki wpis. Oprócz bakterii i wirusów, zostałam dziś właścicielką książki o groźnie brzmiącym tytule Deutsche Grammatik... Było trochę kłopotu z tą książką, miałam ją odebrać, ale jak już wspomniałam, zachorowałam. Na szczęście ojciec poszedł do tego antykwariatu, i wszystko skończyło się pomyślnie. Książka, choć używana, jest w świetnym stanie, prawie jak nowa, a jednocześnie była dużo tańsza od tej z księgarni. Będę mogła oddać tą pożyczoną do biblioteki, i wreszcie korzystać z obfitości anglojęzycznych książek - po to zresztą zapisałam się na te studia. Teraz podręcznik gramatyczny nie będzie mi zmniejszać limitu tomów, jakie mogę wypożyczyć :) Nawiasem mówiąc, kiedy byłam w antykwariacie, oprócz wspomnianej gramatyki zauważyłam też książkę tolkienowską... szkoda, że nie mogłam jej kupić, ale szczerze mówiąc, teraz nie jest mi właściwie do niczego potrzebna, a pewnie była droga (jak na rzecz, która nie jest niezbędna).

O samej książce można powiedzieć, że cierpi na nadwagę - jest dosyć opasłym tomiszczem. Jest tak gruba, że mogłaby służyć za cały stosik, i stąd tytuł dzisiejszego wpisu. Ze względu na wagę i twardą okładkę może służyć do obrony. Zawartość jest równie niebezpieczna, a może nawet bardziej niż sam wygląd zewnętrzny księgi. W końcu, jak wiadomo, liczy się wnętrze ;)Ale poważnie mówiąc, to dosyć trudna lektura, wydaje mi się, że trudniejsza niż analogiczny podręcznik do gramatyki opisowej języka angielskiego. Chociaż może po prostu odczucie to wynika z mojej lepszej znajomości angielskiego i zamiłowania do niego.

Czytelnicy nie muszą brać nóg za pas i uciekać w te pędy z bloga, bowiem nie pojawi się tu recenzja tej książki :) Na szczęście czytam też inne, ciekawsze rzeczy. Teraz na przykład zaczęłam prawie jednocześnie dwie książki Doctorowa - fiction i non-fiction. W szkole z Wattpadu ściągnęłam Little Brother. Wczoraj, przygotowując się do wpisu o Doctorowie, zajrzałam na jego stronę i okazało się, że napisał nową książkę - zbiór esejów zatytułowanych Context. Od razu pobrałam e-booka i teraz czytam inną książkę Doctorowa na komórce, a inną na komputerze. Chyba mi się nie pomylą, zwłaszcza, że jedna to powieść, a druga - zbiór artykułów. Wśród esejów można znaleźć też wskazówki dla pisarzy, więc recenzja na pewno pojawi się na blogu. Właściwie chętnie czytam Doctorowa, wczoraj trochę niepotrzebnie na niego napadłam, ale wydawało mi się, że ten nieco kontrowersyjny wpis sprowokuje wreszcie kogoś do komentarza. Niestety, nie udało się... Co do twórczości Doctorowa, to jest z nim podobnie jak z George'm RR Martinem - są pewne elementy w jego utworach, które zdecydowanie mi się nie podobają, jednak pozostałe, które lubię, przeważają i w rezultacie przyciągają mnie do tych książek. No i Doctorowa można ściągnąć za darmo z jego strony. Zajrzyjcie na nią, jest tam naprawdę sporo do czytania.



Wednesday, October 5, 2011

Ebooks: neither e, nor books - Cory Doctorow

 

Skończyłam esej Cory’ego Doctorowa, który czytałam za pomocą omawianej wczoraj aplikacji na komórki Wattpad. Zajmowałam się nią na przerwach między zajęciami, co w moim przypadku niestety negatywnie wpływa na jakość odbioru literatury. Czytam, potem przychodzi wykładowca i muszę przerwać nawet w pół zdania, na kolejnej przerwie znowu wracam do lektury, ale w ten sposób łatwo można zgubić wątek. Dlatego nie czytam w ten sposób klasyki literatury, utworów, które chciałabym lepiej zapamiętać. Zresztą wolę rozkoszować się czytaniem w domowym zaciszu, przy moim ulubionym biurku. Jednak ponieważ nie mam innych pomysłów na dzisiejszy wpis, a muszę przecież coś napisać na blogu, zdecydowałam się dosyć ogólnie, bez szczegółów, omówić ten esej i napisać coś o samym Doctorowie.

Cory Doctorow jest autorem książek science-fiction oraz zbiorów esejów dotyczących Internetu i praw autorskich. Przykładem takiego artykułu jest właśnie Ebooks: neither e, nor books. Choć nie zgadzam się z wieloma opiniami Doctorowa zawartymi w tym utworze, muszę przyznać, że tekst naprawdę przyjemnie się czyta. Autor posługuje się żywym językiem, zaprasza czytelnika do udziału w “dyskusji” z nim, podaje przykłady ze swojego życia, co sprawia, że czujemy się, jakbyśmy rozmawiali ze znajomym. Jak wskazuje tytuł, artykuł poświęcony jest e-bookom. Doctorow omawia zalety e-booków i porównuje je z tradycyjnymi książkami. Ciekawy jest miniwykładzik o historii książki, m.in. jakie zmiany wprowadził wynalazek Gutenberga. Autor dochodzi do wniosku, że pierwsze książki drukowane były docenione przez użytkowników za zupełnie inne cechy, niż książki przepisywane przez mnichów – była to właściwie inna kategoria. Książki drukowane były tanie, ale nie tak piękne jak dzieła mnichów. Doctorow uważa, że analogicznie jest z e-bookami – ludzie doceniają je za specyficzne właściwości tej formy rozpowszechniania literatury, przede wszystkim za możliwość łatwego dzielenia się nimi z przyjaciółmi, remiksowania, szybkiego wyszukiwania potrzebnego cytatu itp.  Potem pisarz wspomina, że niektóre z tych czynności są w świetle prawa przestępstwem, i przechodzi do dyskusji praw autorskich.

Jeśli chodzi o prawa autorskie, Doctorow ma dosyć dziwne poglądy. Choć jest pisarzem, uważa, że dzisiejsze prawa autorskie są zbyt restrykcyjne i nieprzyjazne dla zwykłego człowieka, oraz że powinny być złagodzone. Swoje książki udostępnia na licencji Creative Commons, która pozwala m.in. na bezpłatne pobieranie ich z Internetu, można to uczynić korzystając ze strony Doctorowa – Craphound. Oczywiście miło jest, że można coś pobrać legalnie za darmo, jednak opinie Doctorowa na temat copyrightu zaskakują, a czasami nawet graniczą z fanatyzmem. Pisarz nie widzi nic złego w wymienianiu się plikami z chronionymi prawem autorskim e-bookami. Krytykuje właścicieli praw autorskich, którzy swoich czytelników przejawiających takie zachowanie nazywają po imieniu – złodziejami. Zdaje się nie rozumieć, dlaczego inni ludzie w branży określają e-booki “porażką” a jednocześnie ubolewają nad wymianą nielegalnych e-booków w sieci. Pisze, że te dwie opinie są ze sobą sprzeczne, bo skoro e-booki są taką porażką, nie ma co się przejmować, że ludzie się nimi dzielą. Chyba nie wie, że to właśnie nielegalne wymienianie się e-bookami sprawia, że ten sposób dystrybucji książek stał się porażką. Postawa Doctorowa bardzo dziwi, zwłaszcza że jest on autorem, a więc osobą, która zyskuje na prawie autorskim, którą to prawo ma chronić. Jednak sposób, w jaki napisana jest książka, gawędziarski styl autora,  w dużej mierze rekompensuje nam bzdury w warstwie treściowej, czy też ideologicznej. Podsumowując, warto przeczytać, poznać również argumenty drugiej strony. 

Dzisiaj nie czuję się najlepiej, więc przepraszam, jeśli wpis wypadł kiepsko. W przyszłości się poprawię Uśmiech

Tuesday, October 4, 2011

Jeszcze raz o książkach na komórkę

Jakoś przeżyłam ten długi dzień w szkole, chociaż muszę przyznać, że bardzo mnie wymęczył i dopiero teraz mogę zabrać się do napisania czegoś sensownego. A może wcale nie będzie to sensowne. Coraz trudniej mi wymyślać nowe tematy na bloga. Mimo, że nauka nie zaczęła się jeszcze na poważnie, odkąd znowu chodzę na zajęcia, nie czytałam nic nowego, ani dalszego ciągu książek już rozpoczętych. Pewnie moje najgorsze obawy się potwierdzą i znowu przestanę czytać w trakcie roku akademickiego. Skoro nawet teraz, kiedy nie ma jeszcze dużo do nauki, już nie czytam, to co będzie, jak zacznie się sezon na testy i kolokwia. A mój udział w Nanowrimo będzie można chyba włożyć między bajki.

Nie wiem, czy czytelnicy bloga też tak mają, ale ja nawet dzień po rozpoczęciu roku szkolnego/akademickiego czuję się tak, jakby wakacje były wieki temu, a może przydarzyły się komuś innemu, a nie mnie. Zupełnie przestawiam się na inny - szkolny - tryb działania. Zmienia mi się też tryb myślenia i priorytety, na pierwszym miejscu staje oczywiście nauka. Podczas przerw w zajęciach mogłam obmyśliwać nowy wpis na bloga, ale jakoś bardziej interesowało mnie, czy potrzebne książki będą jeszcze dostępne w bibliotece. Właściwie ja występuję chyba w dwóch, zupełnie różnych wersjach, wakacyjnej i szkolnej, z tym że ta szkolna jest dużo mniej interesująca, przypomina raczej nudną sztywniarę i kujonicę. Ogólnie rzecz biorąc, mogę z dużą pewnością stwierdzić, że nauka negatywnie wpływa na kreatywność. W lecie zawsze mam najwięcej pomysłów, ale teraz los bohaterki niedokończonego opowiadania będzie chyba ostatnią rzeczą, która mnie obchodzi. Najbardziej żałuję, że przez wakacje nie ukończyłam tego opowiadania, co jest po części winą tego bloga, a raczej częstotliwości, z jaką postanowiłam na nim pisać. Spróbuję jeszcze na najbliższej Liście Przebojów Trójki.

Teraz przejdę do właściwego tematu tego wpisu, czyli do komórkowych książek. Wcześniej na blogu opisywałam stronę Books in your phone, która umożliwia pobieranie książek na komórkę i czytanie ich na tym urządzeniu. Dzisiaj przedstawiam stronę Wattpad. Książki można czytać oczywiście również za pomocą komputera. Jednak dużo wygodniej czyta się je na ekranie komórki. W wersji "pecetowej" nie możemy pobrać książek na dysk, można jedynie czytać je ze strony, zatem do lektury konieczne jest połączenie z Internetem. Książka dzielona jest na strony, i tylko jedna z nich jest wyświetlana jednocześnie, więc jeśli nawet się rozłączymy, należy połączyć się z siecią, aby pobrać dalsze strony. Co ciekawe, nie da się zaznaczyć i skopiować tekstu otwartej książki np. do dokumentu Worda, aby w spokoju przeczytać całość. Strona jest odporna na metodę "kopiuj-wklej" - jak sądzę, ma to służyć ochronom praw autorów książek. Na stronie oczywiście znajdziemy klasykę, ale każdy zarejestrowany użytkownik może "wrzucić" tu swoją książkę. Przez to dużo jest amatorskiej twórczości, "powieści" pisanych na przykład przez nastolatki, pojawiają się też fanfiki. Książki podzielone są na gatunki, w wyborze lektur warto zasugerować się wskazówką systemu, które książki są najczęściej czytane, a także zerknąć na wyróżnione przez serwis tzw. Watty Award. Jest kilka wersji językowych, oczywiście najbardziej rozbudowana jest ta angielska, ale wśród nich znajdziemy też polską. Po wybraniu danej wersji językowej pokazują nam się tylko książki w tym języku. Wattpad wydaje się dbać o prawa autorskie, sądząc po zablokowaniu możliwości kopiowania tekstu książek, ale z drugiej strony zdarzają się - zwłaszcza w wersji polskiej - książki udostępnione nie przez posiadacza praw autorskich, czyli po prostu kradzione. Takich radzę unikać. Po czym je poznać? Każdy plik ma podane, jaki użytkownik go "wrzucił" - jeśli np. przy "Grze o tron" widzimy nazwę użytkownika "pikolo75" - od razu wiadomo, że nie jest to raczej GRR Martin ani polski wydawca Martina. Takich książek nie czytajmy. I wcale nie musimy, bo wybór legalnych e-booków jest ogromny - mnóstwo udostępnia Project Gutenberg.

Wszystkie książki znajdujące się w wersji na peceta znajdziemy też w tej komórkowej. Aby korzystać ze strony Wattpad w komórce, pobieramy niewielki programik, który pozwala bezpośrednio łączyć się ze stroną i wyszukiwać książki. W pecetowej wersji Wattpadu przy każdej książce znajdziemy specjalny kod mobile - po wpisaniu go w komórkowej aplikacji, od razu przechodzimy do strony zawierającej daną książkę. I tu niespodzianka - książkę można czytać podczas połączenia z Internetem, ale da się ją również pobrać do pamięci telefonu i czytać bez obawy o koszta połączenia. Można ściągnąć pojedyncze rozdziały, lub całość - ja najczęściej wybieram tą drugą opcję. Plik z pobraną książką to malutka aplikacja - aby czytać utwór, klikamy na Read now. Oczywiście, jeśli mamy już ten plik w telefonie, nie musimy już łączyć się z siecią, aby czytać. Wszystko odbywa się offline. Podobnie jak program ze strony Books in your phone, książki Wattpadu również zapamiętują miejsce, gdzie skończyliśmy czytać. Istnieje też możliwość zmiany koloru liter i tła, co jest przydatne, jeśli nie odpowiadają nam ustawienia domyślne. W każdym razie, strona zapewnia praktycznie nieograniczony dostęp do literatury w każdej sytuacji, jeśli tylko mamy przy sobie komórkę. Teraz podczas przerw czytam esej Cory'ego Doctorowa o e-bookach. Nie wiem jeszcze, czy napiszę recenzję na ten temat - jednak czytając w gwarnych i hałaśliwych miejscach wydaje mi się, że nie poznaję książki na tyle dobrze, aby oddać jej sprawiedliwość w recenzji. Taka lektura z komórki to bardzie czytanie dla przyjemności, tylko dla siebie, a nie do recenzji. Książki, które potem recenzuję, staram się czytać uważniej niż inne.

Na razie to wszystko. Do poczytania jutro! Mam nadzieję, że całkiem nie zabraknie mi tematów...




Monday, October 3, 2011

Darmowe, e-mailowe kursy twórczego pisania

Zaczął się rok akademicki, niestety wiążą się z tym złe wieści dla bloga. Przypuszczalnie nie będę miała już tyle czasu na pisanie bloga, nie zostawię go oczywiście, ale chyba nie uda mi się pisać go codziennie, tak jak podczas wakacji. Poza tym, trudniej będzie znaleźć wolną chwilę na czytanie, a ponieważ jest to blog poświęcony książkom, oznacza to również mniej pomysłów na blogowe wpisy.

Nigdy dotąd nie udało mi się tak długo i regularnie prowadzić bloga, wcześniej miałam co prawda kilka blogów, ale wpisy ukazywały się właściwie z półroczną częstotliwością. Praktycznie na każdym z tych blogów pisałam tylko parę razy w roku. Jeden zginął śmiercią naturalną, usunięty z serwera z powodu braku logowania się. Zawsze miałam ważniejsze rzeczy ro roboty niż pisanie na blogu; w czasie wakacji było to czytanie, zaś w roku akademickim nauka. W te wakacje coś się zmieniło i nareszcie założyłam regularnie aktualizowanego bloga. Blog zyskał nawet czytelnikom, którym serdecznie dziękuję. Tym bardziej zależy mi na utrzymaniu bloga mimo niesprzyjających okoliczności. Nie chciałabym sprawić zawodu czytelnikom.

Odkąd zainteresowałam się twórczym pisaniem, zmienił się nieco profil blogu, pierwotnie miał być on poświęcony recenzjom książek i nowoczesnej technice powiązanej z literaturą, na przykład e-bookom. Jednak w miarę, jak zagłębiałam się w świat twórczego pisania, pojawiało się coraz więcej wpisów omawiających książki na ten temat. Dzisiaj również napiszę coś o twórczym pisaniu.

Możemy pouczyć się twórczego pisania nie tylko z książek i e-booków. Istnieje również mnóstwo stron internetowych, z których poznamy pisarskie kruczki. W sieci dostępne są również kursy creative writing, wiele z nich darmowych. Teraz zajmę się tymi, jakie możemy otrzymywać prosto do skrzynki mailowej. Dzięki temu wystarczy zapisać się na lekcje, a kolejne odcinki będą docierać do nas w określonych odcinkach czasu. Zazwyczaj informacje zawarte w kursach są dostępne tylko tą drogą, nie da się ich przeczytać ze strony internetowej. Czasem, w zamian za zapisanie się, dostajemy dodatkowo interesujące e-booki. Dosyć spodobała mi się ta forma nauki. Zawsze z niecierpliwością czekam, co też będzie w dzisiejszym odcinku!

Pierwszym e-mailowym kursem, w którym "brałam udział" był polski kurs ze strony Nowy Świat. Tutaj znajduje się formularz zapisu na kurs. Odcinki przychodzą regularnie co trzy dni, nie zdarza się, aby któryś nie dotarł. Każda "lekcja" nie zajmuje więcej niż dwie strony wydruku. Kurs nie zawiera żadnych rewolucyjnych informacji, ale miło się go czytało.

Potem zaprenumerowałam sobie kursy anglojęzyczne. Strona Learn to Write Fiction oferuje mini-kursy: Mini Courses - na razie są tylko dwa. Jeden z nich poświęcony jest szybkiemu pisaniu powieści - kurs omawia programy pisania powieści, dostępne w Internecie; wśród nich jest Nanowrimo. Drugi kurs uczy metod wyznaczania sobie celów i realizacji ich, oczywiście jest nakierowany na pisarstwo. W każdym mailu otrzymujemy link do pliku PDF, gdzie znajduje się właściwa treść danej lekcji. Niektóre są dość długie i obszerne.

Na stronie Creative Writing Now można zapisać się na trzydniowy kursik Endless Story Ideas. Jest króciutki, ale bardzo treściwy. Pierwsza lekcja poświęcona jest tworzeniu postaci, druga - konfliktu, a ostatnia - otoczenia bohaterów, świata przedstawionego. Na koniec każdej lekcji podane jest zadanie domowe do wykonania dla uczestnika :) chociaż oczywiście nie ma możliwości sprawdzenia go, ani otrzymania wskazówek co do naszych utworów.

Na stronie Email College można odnaleźć mnóstwo pisarskich kursów. Niestety, jeśli chodzi o stronę informatyczną tego przedsięwzięcia, kursy wypadły fatalnie. Zapisałam się na kilkanaście kursów, jednak z każdego z nich przyszły mi tylko lekcje począwszy od trzeciej w górę. Nie mam w ogóle lekcji pierwszych i drugich. Próbowałam też zamawiać je na inne adresy mailowe, ale bez względu na użyty przy zapisywaniu się adres mailowy, do skrzynki przychodzą losowe numery lekcji, jeszcze nie udało mi się "uzbierać" ani jednego kursu w całości. Szkoda, bo te, które do mnie dotarły, zawierają sporo ciekawych informacji. Jak do tej pory najbardziej zaintrygował mnie kurs poświęcony archetypom postaci. Warto zerknąć, szczególnie jeśli jesteś fanem Gwiedznych Wojen, autor tego poradnika omawia archetypy właśnie na przykładzie bohaterów sagi.

Oczywiście wszystkie opisane tu kursy są całkowicie darmowe.

Na dzisiaj to wszystko. Jutro, jeśli przeżyję prawie cały dzień zajęć, postaram się też napisać na blogu. Do poczytania!




Sunday, October 2, 2011

Niedzielny kącik szekspirowski

Na ostatnie wakacyjne spotkanie z poezją wybrałam końcowy fragment Snu nocy letniej, monolog Puka. W tej ostatniej części sztuki, Puk żegna się z widownią, występując zarówno jako postać dramatyczna, jak i aktor, przedstawiciel kompanii teatralnej. Wypowiedź nawiązuje do tematyki snu – Puk namawia widzów, aby uznali całe przedstawienie za nic nieznaczące marzenie senne, jeśli im się nie spodobało. W imieniu trupy, przyrzeka poprawę – lepsze spektakle w przyszłości. Jeżeli jednak sztuka przypadła do gustu widzom, Puk zachęca ich do gromkich oklasków. Chce on przekonać audytorium do pożądanego przez niego zachowania, tj. aplauzu. Jednak jego wypowiedź jest pełna typowego dla Puka humoru i psoty. Ale oddajmy głos samemu elfowi:

Puck
If we shadows have offended,
Think but this, and all is mended,
That you have but slumber'd here
While these visions did appear.
And this weak and idle theme,
No more yielding but a dream,
Gentles, do not reprehend:
if you pardon, we will mend:
And, as I am an honest Puck,
If we have unearned luck
Now to 'scape the serpent's tongue,
We will make amends ere long;
Else the Puck a liar call;
So, good night unto you all.
Give me your hands, if we be friends,
And Robin shall restore amends.

A teraz czas na polskie tłumaczenie tego tekstu; tak jak to z poprzedniego tygodnia, przekład jest autorstwa Leona Ulricha. Tego fragmentu Snu nocy letniej można również posłuchać jako piosenki w wykonaniu Janusza Radka; tym razem tekst Szekspira przetłumaczył Konstanty Ildefons Gałczyński.

Spójrzmy na polski przekład Snu nocy letniej:

Puk

Jeśli was nasze obraziły cienie,

Pomyślcie tylko (łatwe przypuszczenie),

Że was sen zmorzył, że wszystko, co było,

Tylko uśpionym we śnie się marzyło.

Jeżeli dzisiaj senne to marzenie

Wasze łaskawe zyska przebaczenie,

Dołożym chęci, aby się poprawić,

I widowiskiem lepszym was zabawić.

A jak Puk jestem i człowiek uczciwy,

Jeżeli dzisiaj dość będę szczęśliwy,

Że spod języka wężów wyjdę zdrowy,

Niedługo utwór przyniesiem wam nowy,

Albo na zawsze Puk kłamcą zostanie.

Teraz dobranoc! panowie i panie.

Jeżeli łaska, dajcie nam oklaski:

Robin wam z lichwą spłaci wasze łaski wychodzi.

Całość można przeczytać, a także pobrać na dysk lub do czytnika e-booków ze strony Wolnych Lektur.

Saturday, October 1, 2011

Czytelnicze podsumowanie wakacji

 

Tegoroczne wakacje były bardzo owocne, jeśli chodzi o czytanie. Zazwyczaj podczas lata czytałam jedną dłuższą książkę lub kilka krótszych, a tymczasem w tym roku mam ich na swoim koncie kilkanaście.

Postanowiłam sporządzić tu listę wszystkich książek przeczytanych podczas wakacji. Oczywiście zawsze zapisuję przeczytane tytuły na portalach książkowych, jednak części z nich – szczególnie tych anglojęzycznych – nie można znaleźć na polskim portalu Lubimyczytac.pl, w związku z czym są tam uwiecznione tylko fragmenty moich osiągnięć czytelniczych Puszczam oczko

Jak zwykle, najwięcej książek przeczytałam po angielsku. Chociaż pożyczyłam parę książek moich ulubionych autorów po polsku, szczerze mówiąc, nie udało mi się przez nie przebrnąć. Nie da się ukryć, że bardzo ciężko czyta mi się po polsku, zwłaszcza autorów anglojęzycznych, kiedy wolałabym przeczytać oryginał. Zresztą po prostu preferuję lekturę po angielsku i aby czytać po polsku, muszę się trochę zmuszać. Co do Tolkiena, lepiej chyba poczekać, aż będzie mnie stać na angielskie oryginały, i dopiero wtedy przeczytać jego pozostałe dzieła. I tak czytanie go po polsku nie sprawia mi przyjemności. Bardzo lubię melodię języka angielskiego, kiedy czytam coś w tym języku, zazwyczaj robię to na głos, szczególnie gdy to dotyczy Tolkiena Uśmiech Przepadam też za różnymi archaicznymi czy mało znanymi słówkami, których używał… Niestety to wszystko zanika w polskim tłumaczeniu. Poza tym, czytanie po angielsku jest nawet moim obowiązkiem, bo przecież muszę powtarzać, to czego się nauczyłam na studiach. Nic nie jest dane raz na zawsze, zwłaszcza znajomość języka. Na razie, póki nie mam pracy związanej z angielskim, jedynym sposobem utrzymywania kontaktu z tym językiem są lektury. Może powinnam też oglądać anglojęzyczne filmy, ale jednak wolę poczytać. W każdym razie, choć mam pożyczone interesujące książki po polsku, wolę przeczytać cokolwiek po angielsku, nawet utwory jakichś niszowych autorów, niż bardziej renomowanych pisarzy w polskim tłumaczeniu. Na to wszystko chyba złożył się też fakt, że we wakacje zafascynował mnie temat twórczego pisania, i sięgałam przede wszystkim po książki dotyczące pisarstwa. To zagadnienie zaczęło nawet przeważać nad moim zainteresowaniem fantastyką. Zupełnie natomiast przeszło mi zamiłowanie do studiowania historii epoki Tudorów, które było moją pasją we wakacje przed obroną. Można powiedzieć, że każde wakacje mają swój temat przewodni, a tegorocznym stało się – dla mnie samej trochę niespodziewanie – właśnie twórcze pisanie.

Największą chyba czytelniczą porażką lata były Wyznania gejszy. Przeczytałam prawie połowę tej książki, lecz nie wydaje mi się, abym miała ochotę ją skończyć.  Zabrałam się za nią, bo trochę interesuje mnie kultura Japonii, kiedyś chciałam nawet nauczyć się języka japońskiego, ale zrezygnowałam z tego pomysłu z braku czasu i ze względu na ogrom pracy, jaki musiałabym w to włożyć, a nie byłoby jakichś wymiernych korzyści. Ale od czasu do czasu mam takie “japońskie chwile”, kiedy to zainteresowanie Japonią powraca, i chyba w jednej z nich musiałam zdecydować się na wypożyczenie tej książki. Na początku podobały mi się dość obszerne wyjaśnienia japońskich zwyczajów i sposobu myślenia. Jednak w dużej mierze takie wstawki spowalniają rozwój akcji. Potem zaczęło pojawiać się zbyt wiele powtórzeń, wyprawy głównej bohaterki ze swoją “starszą siostrą” były zbyt podobne jedna do drugiej, i w końcu zaczęło mnie to nudzić. Ponieważ wakacje, nawet studenckie, są zbyt krótkie, aby czytać coś, co mnie nie interesuje, porzuciłam tą książkę i zaczęłam inne, ciekawsze.

A oto najpełniejsza lista wakacyjnych “przeczytanych". Książki są uszeregowane wg języków – najpierw ten język, w którym najwięcej przeczytałam; natomiast wewnątrz każdej grupy książki wymienione są w kolejności chronologicznej, od najwcześniej przeczytanej. Jeśli na blogu jest recenzja książki, można kliknąć na jej tytuł i przenieść się bezpośrednio do poświęconego jej wpisu.

KSIĄŻKI W JĘZYKU ANGIELSKIM

Free Culture: The Nature and Future of Creativity  - Lawrence Lessig

Game of Thrones – George RR Martin

The Robbers – Friedrich von Schiller

A Place So Foreign and Eight More – Cory Doctorow

The Diary of a Young Girl – Anne Frank

Wilderness Tips – Margaret Atwood

Mugging the Muse: Writing Fiction for Love AND Money – Holly Lisle

Nano for the New and the Insane – Lazette Gifford

70 Solutions to Common Writing Mistakes – Bob Mayer

Write Good or Die – Scott Nicholson

How to Find Time For Your Writing – Ali Luke

KSIĄŻKI W JĘZYKU POLSKIM

Pamiętnik – Maria Wołkońska

Stanie się czas – Poul Anderson

Jezus z Nazaretu. Część 1: Od chrztu w Jordanie do Przemienienia – Benedykt XVI

Pieśń dla Lyanny – George RR Martin

Polska da się lubić - Steffen Möller

Rezydent wieży. Księga I – Andrzej Tuchorski

KSIĄŻKI W JĘZYKU NIEMIECKIM

In keinem Universum - René Jossen

 

W poniedziałek zaczyna się rok akademicki.. Szkoda, można by jeszcze tyle przeczytać. Jak już wcześniej wspominałam na blogu, z czytaniem podczas studiów jest kiepsko, a nawet źle. Zazwyczaj wtedy prawie nic nie czytam, bo jakaś tam nauka słówek okazuje się ważniejsza. Mam nadzieję, że tym razem tak się nie stanie, i będę dalej czytać – może z wyjątkiem listopada, kiedy każdą wolną chwilę wykorzystam na Nanowrimo. Chyba zresztą uzależniłam się od czytania i już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Może jakąś metodą byłoby kupowanie książek? Bo jeśli już się za książkę zapłaci, nieprzeczytanie jej byłoby zmarnowaniem wydanych pieniędzy.

Może czytelnicy bloga mają pomysł, jak nadal dużo czytać mimo niesprzyjających warunków?

Dziękuję wszystkim czytelnikom tego bloga. Nie spodziewałam się, że uda mi się znaleźć fanów mojej pisaniny. Tym bardziej jest to wielka radość i bardzo miła niespodzianka. Dlatego jeszcze raz serdecznie wszystkim dziękuję.